Historia Louisa

Jechałem pociągiem z Alaski. Nie był to zwykły pociąg. Jechali nim sami emigranci i uciekinierzy, którzy chcieli zacząć nowe życie. Byłem jednym z nich. Leżałem w ostatnim wagonie, na podłodze. To był wagon z różnymi rzeczami, towarami, rzeczami, które przemycano, a także kilkunastoma bagażami, w których pewnie były jakieś podejrzane rzeczy. Ale ja nie przejmowałem się tym co jest wokół mnie, a raczej tym, co dzieje się w mojej głowie...
W moim mózgu kłębiły się różne myśli. Właściwie po co uciekłem? Źle mi nie było... Ale moja rodzina nigdy by mi tego nie wybaczyła. Miałem dość wielu rzeczy, które pogarszały moją psychikę. 
-A ty..? Skąd jedziesz?- spytała jakaś suczka, która dosłownie kilka sekund temu do mnie podeszła. To była zapewne Springer Spaniel. To wyjątkowo urocza rasa psów.
-Z Alaski... Chyba jak wszyscy...- westchnąłem.
-Prawie wszyscy- powiedziała i usiadła koło mnie, ja także podniosłem się i usiadłem. 
-A ty? Skąd jesteś?- spytałem z ciekawości.
-Ja? Eh.. Zwykła spanielka z Anglii. Ty wiesz dokąd jedziemy, prawda?- spytała patrząc na mnie podejrzliwie. Nie wiedziałem gdzie. Po prostu wsiadłem do pierwszego lepszego pociągu.
-Em... Nie- odparłem.
-To pociąg którym nikt nie kieruje. Jedziemy do Idsali. To jedyny raj na ziemi...- westchnęła z rozmarzeniem. Opowiedziała mi dużo o tej krainie. Postanowiłem, że tam zamieszkam i stworzę sforę. To będzie dla mnie początek całkiem nowego, lepszego życia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz